Wytapiceruj sobie... krzesła!

tapicerowanie, krzesła, diy



Dzisiejszy wpis powinien mieć wyjątkową kategorię w menu, bo to trochę szycie, trochę lifestyle a trochę DIY... no i fotograficznie też się postarałam 😄 Na razie przypiszę go do kilku pozycji, a jak się tematów na tę kategorię namnoży, to godnie reprezentujący je dział natychmiast utworzę!

Dzisiaj będziemy tapicerować krzesła... to znaczy zaprezentuję Wam krzesła, które dostały drugie, kolorowe i designerskie życie, a to wszytko dzięki mnie! 😄 Nie no, żart... pewnie gdybym wystawiła je pod śmietnik, to znalazłby się ktoś inny, kto dał by im to życie. Może nie w takiej oprawie, może w innej... według innej wizji, ale jednak! Bo takie krzesła z lat sześćdziesiątych rodem to dziś wcale nie jest takie tam byle co! Aż trochę mi wstyd, bo tak naprawdę to te krzesła pod śmietnikiem miały skończyć, wyparte przez cudowne, białe, rustykalne nabytki (niedoszłe oczywiście) z Ikei... Czemu tak się jednak nie stało? Czemu naszła mnie chęć, by się nad nimi pochylić? Gdy stały takie biedne, brudne, zakurzone i zachlapane farbą... ja ujrzałam w nich ogromny potencjał! Czasami gdzieś tam między wierszami wspominam, że mam duszę vintage, że lubię analogi i retro... I to ten fakt zadecydował, że one muszą zostać. I w domu, i odnowione.

Jak tapicerowałam krzesła


Te stare krzesła, choć niedługo stuknie im sześćdziesiątka, są bardzo porządnie wykonane. Gdy dogłębniej przyjrzałam się ich konstrukcji, stwierdziłam, że oprócz posiadania ciekawego kształtu są także naprawdę solidne. To mocny argument, bo dzisiaj trudno znaleźć takie naprawdę porządne meble na lata. Z resztą nie tylko meble, ale to już inna para kaloszy. 😉
Wyszukałam zatem w internecie kilka porad o tym, jak tapicerować meble, zamówiłam przez internet przemiłą i bardzo praktyczną tkaninę (o ile się nie mylę jej nazwa handlowa to Presta), udałam się do hurtowni tapicerskiej po gąbkę i przystąpiłam do dzieła! W krzesłach musiałam wymienić siedziska i oparcia. Już sam etap zdejmowania starego obicia, gąbek wraz z trawą morską (tak, pod gąbka była wklejona warstwa prawdziwej trawy morskiej!) i wyrywania tkwiących na amen zszywek to dość męcząca robota. A przecież to dopiero początek! Do wyrywania zszywek używałam takiego noża, czasami wspomagałam się płaskim śrubokrętem i poczciwymi bocznymi.






Po dokładnym oczyszczeniu sklejki, będącej podstawą siedziska, przystąpiłam do odrysowania na gąbce tapicerskiej takiego samego kształtu. Gąbka ma grubość 1,5 cm i jest gęsta, ale dla lepszej miękkości dałam podwójną warstwę na każde siedzisko.






gąbka tapicerska



Następnie przeszłam do tego "najfajniejszego" etapu, czyli zabawy z takerem czy też zszywaczem tapicerskim. Pierwsze próby z ręcznym takerem wymagały (niestety) dużych sił własnych. Ja takich niestety w nadmiarze nie mam, dlatego tutaj użyłam takera elektrycznego, który sam z dużą siłą te zszywki wyrzuca. Moja sklejka okazała się jednak na te wszystkie siły oporna, i zszywki w większości musiałam dobijać młotkiem. Cóż... solidne drewno po prostu. 😉
Ostatecznie wyszło mi coś takiego:




Od spodu już tak pięknie nie wygląda, dlatego oszczędźmy sobie tego widoku (profesjonalistą nie jestem, jakby co) i przejdźmy do dalszych etapów. A kolejny etap polegał na przygotowaniu oparcia, oczyszczeniu go i odrysowaniu z gąbki pojedynczej warstwy na oparcie (co za miękko to nie zdrowo, no nie?!) oraz odrysowaniu od poprzedniego obicia kształtu, który następnie wycięłam z materiału i zszyłam na maszynie pozostawiając otwarty dół, aby umieścić tamtędy sklejkę oparcia wraz z gąbką.
W efekcie powstało coś takiego:





tapicerowanie, krzesła, diy


 Następnie dół zszyłam ręcznie, naciągając przy tym dokładnie materiał i formując jak najdokładniej kształt oparcia. 







Po tym etapie była przerwa na kawę... i na łapanie światłocieni 😄




A teraz brudna robota... Bo teraz trzeba wziąć papier ścierny i zetrzeć stary lakier, klej, farby, plamy i inne nieestetyczne niedoskonałości... W końcu przeszło pół wieku dźwigały na swoich barkach... a dokładniej nogach! Tak właśnie wyglądało jedno z nich... A w sumie jest ich sześć! 






Po tym etapie trzeba dokładnie usunąć ten cały pył, najlepiej wilgotną ściereczką, i poczekać aż drewno wyschnie. Wtedy można wykańczać! Ja wykończyłam lakierobejcą w kolorze tekowym. Po nałożeniu jednej warstwy i jej wyschnięciu przetarłam bardzo drobnym papierem ściernym, po czym nałożyłam drugą warstwę.






A tak wygląda efekt końcowy! Jak widzicie, tapicerowanie to nie tylko wbijanie zszywek, ale tak czy siak warto poświęcić dwa lub trzy popołudnia, by mieć takie pocieszne meble! Zdecydowałam się na mix kolorystyczny, bo jak wiecie ja i kolory to miłość prawdziwa, głęboka i szczera! 

Do następnego! 
A. 

















Komentarze

Ulubione posty

Popularne posty