Kilka przemyśleń odzieżowych

maszyna do szycia, centymetr, kobieta

Pasja szycia, bunt przeciwko bylejakości


Dziś poruszę temat szycia jako odpowiedzi na nieustannie pogarszającą się jakość odzieży w sieciówkach. Od kilku lat obserwuję, jak my, konsumenci coraz częściej i bezwzględniej jesteśmy nabijani w butelkę. To, że wielkie firmy wykorzystują naszą niewiedzę, brak świadomości i  naiwność po to, by zarabiać grubą kasę wiadomo nie od dziś. Częściowo jednak sami jesteśmy sobie winni, napędzając świadomie lub nie popyt na takie produkty. Ile razy zdarzyło się Wam kupić coś markowego i drogiego, nie patrząc nawet na to, jak i z czego jest to wykonane? A może znacie kogoś, kto nie wyobraża sobie kupić czegoś na bazarze, a połowę swojej pensji potrafi wydać na ubranie, które ma jakieś tam modne logo (jak chyba każdy z nas wie, takie logo potrafi być czasem baaaaardzo kosztowne), a wykonane jest tak badziewnie, że po kilku praniach idzie do kosza. Albo rozwala się po kilku miesiącach używania. Przy okazji bazaru wspomnę tylko, że czasem można znaleźć tam prawdziwe perełki rodem z Francji czy Włoch. ;) I wreszcie kto z Was (nie szyjących) idzie do butiku, ogląda szwy, wykończenie, zwraca uwagę na tkaninę (bądź dzianinę) z jakiej uszyte jest ubranie, które zamierza kupić? Zgaduję, że pewnie nikt! Dla producentów to sytuacja idealna - mogą produkować tanio, dużo, szybko i byle jak. Mają w końcu przyzwolenie klientów, którzy nie zwracają uwagi na to, co właściwie kupują.

Ubraniowa nędza

Pewnie każda/każdy z Was ma lub miał/a w szafie jakiś T-shirt. Ilu z Was zauważyło, co dzieje się z nim po kilku praniach? U mnie praktycznie każdy, czy to firmowy czy nie, znacznie zmienia swój wygląd, i nie mówię tylko o tym, że kolor się spiera. Odzież wyjęta z pralki jest po prostu tak zwichrowana, że przy prasowaniu żadne szwy się ze sobą nie stykają. Wychodzi na to, że w większości odzież jest krzywo i byle jak krojona, szwy są krzywe (to jest plaga!) a materiał albo się zbiega albo rozciąga i zdecydowanie traci pod względem estetycznym. Takie ubrania na pewno są niezastąpione np. przy sprzątaniu mieszkania lub pracy w ogrodzie, ale już do wyjścia "do ludzi" to nie bardzo. To samo jest ze swetrami... Kupiłam kiedyś w bardzo znanej sieciówce sweter, który owszem, kolor i splot ma piękny ale... Po dokładnym obejrzeniu go w domu okazało się, że jeden rękaw jest o (uwaga!) 11 cm krótszy od drugiego! Człowiek sobie myśli wtedy różne rzeczy... no bo... tak na prawdę to o czym to świadczy, że taka odzież ląduje w sklepach? Dla mnie to po prostu brak szacunku w stosunku do klientów. Ale wiadomo, że skoro nikt tego nie sprawdza, nikt nie przywiązuje wagi do tego, jak wykonane są ubrania, można serwować ludziom różne "odpady"  - przecież i tak nikt na to nie zwróci uwagi! Jakiś miesiąc temu kupiłam w second handzie bluzkę (kosztowała całe 4 zł, ale nie ważne, podobał mi się materiał) i co się okazało? Ona też pod tym względem nie grzeszy. Jeden rękaw jest tak krzywo wszyty, że zaburza cały kształt bluzki tworząc na ramieniu fałdę i niepożądaną "bufkę". Na 100% idzie do przeróbki, bo wygląda to fatalnie. Albo sytuacja sprzed kilku dni: oglądam sobie na insta zdjęcia koszul na jednym ze sklepików internetowych a w oczy rzuca mi się ordynarnie krzywy szew na samym przodzie, na plisie z guzikami. Krawcowa musiała jechać slalomem... No na litość... ! Od jakiegoś czasu gdy idę na ubraniowe zakupy (ostatnio coraz rzadziej) pierwsza rzecz, na którą zwracam uwagę to szwy, i to nie tylko te zewnętrzne, ale i wewnętrzne. Uważnie sprawdzam, czy ubranie nie ma wad, ale też patrzę, czy jest dobrze skrojone, czy ramię zgadza się z ramieniem a rękawy są równej długości. Dotykam materiału i czytam jego skład. Nie kupuję pod wpływem emocji, ale chcę być świadomym konsumentem i mam prawo otrzymać towar, który odpowiada jakimś standardom. Nie chcę kupować łachmanów, tylko porządnie i rzetelnie wykonaną odzież.


różowy żakiet, kobieta

Na co zwrócić uwagę?

Teraz ktoś może powiedzieć "ale przecież ja się nie znam na szyciu i konstrukcji, więc jak mam to poznać"? I faktycznie, ktoś kto zupełnie nie ma pojęcia o szyciu może mieć duży problem, by rozpoznać kiepsko uszyte ubranie. Jeśli w przymierzalni wszystko leży jak należy ;) a szwy są równe i nie ciągną się żadne nitki, możesz zaryzykować i zakupić takie ubranie. Obejrzyj je jednak dokładnie w domu, przy świetle dziennym. Sprawdź, czy nic się nie marszczy, czy możesz swobodnie podnieść rękę do góry, czy nic nie odstaje a szew ramienia jest na ramieniu a nie gdzieś pod nim. Byle jakie wykończenie jest pierwszym sygnałem ostrzegawczym, bo skoro producent nie zadbał o ładne wykończenie w widocznych miejscach, strach pomyśleć jakie błędy i wady kryją się pod spodem. Weź pod uwagę też jakość materiału, to czy jest przyjemny w dotyku, czy może już w dniu zakupu nie wygląda atrakcyjnie. Mało jest wśród nas materiałoznawców, ale są pewne podstawy, które warto wiedzieć. Warto wiedzieć na przykład to, że nie warto wydawać dużo na materiał, który z zasady jest tani i podrzędnej jakości. Kaszmir, jedwab czy inne dobre gatunkowo materiały są same w sobie drogie, więc tutaj cena jest uzasadniona. Nie płać jednak zbyt wiele za poliester, akryl czy kiepską jakościowo bawełnę. No chyba, że takie ubranie ma na swoją obronę jakieś szczególnie mocne argumenty.




niebieska kurtka handmade, jeansy, blondynka


Szycie jest piękne


A teraz ja Wam powiem, dlaczego szycie jest piękne!
Niejednokrotnie chodziłam po sklepach i butikach i oczywiście nie mogłam w nich nigdy znaleźć nic, co w pełni odpowiadałoby moim potrzebom. Albo fason nie taki, albo materiał kiepski (najczęściej sztuczny), albo kolory nie moje, albo cena absurdalnie wysoka. Chodziłam, oglądałam, mierzyłam i myślałam "ale byle co, właściwie wszystko na jedno kopyto, rozmiarówka dla pań powyżej 180 cm". Ja z moimi 158 musiałabym wszystko skracać, bo nawet jeśli dajmy na to spodnie w talii leżały dobrze, to nogawki były o kilkadziesiąt centymetrów za długie. Czasami nie ma to znaczenia, a czasami ma, bo na przykład takie spodnie mogą stracić swój fason po skróceniu, i dupa. ;) To samo z rękawami. Tak naprawdę pewnie nadal chodziłabym po tych sieciówkach i biadoliła, jakie to wszystko byle jakie, gdyby nie chęć posiadania żakietu, który wiedziałam, że tani nie będzie. W dodatku ubzdurałam sobie, że materiał musi być dokładnie taki, jak w moich wyobrażeniach, a dodając do tego jeszcze odpowiedni fason.... Tak, uznałam, że znalezienie takiego jest niewykonalne i postawiłam na umiejętności własne. Nie ważne, że nigdy wcześniej nie uszyłam nawet bluzki, nawet wykroju nie umiałam poprawnie przerysować. Nawet nie miałam pojęcia, ile materiału mi trzeba, by ów żakiet powstał. W jednym ze sklepów internetowych znalazłam wymarzoną, wyśnioną i dokładnie taką jak chciałam, chanelkę. Cena za 10 cm wynosiła około 20 zł. Łatwo policzyć, ile kosztowała mnie minimalna ilość potrzebna, by w ogóle coś mogło z tego powstać. Dość sporo, a to tylko materiał. ;) Wiedziałam, że nie mogę tu popełnić błędów. Starałam się jak mogłam. Udało się. Zobaczyłam, że można i że nie jest to takie straszne. Wkręciłam się w szycie i tak mi zostało. Nauczyłam się wiele o szyciu i o budowie ubrań. Teraz czuję się wolna, bo szyję tylko to, co chcę, tak jak chcę i z tego, co chcę. Wiem, że nie każdy ma do tego cierpliwości, czas, i że nie dla każdego jakość ubrań ma znaczenie. Ja po prostu uznałam, że wolę zrobić sobie sama coś, co trudno mi było znaleźć gdzieś indziej. Moje szycie to trochę przejaw buntu przeciwko bylejakości, trochę potrzeba świeżości, szczypta świadomości i ogromne pokłady pasji.  :)


Do następnego, i dajcie znać, co Was skłoniło do zawarcia przyjaźni z maszyną!
A.


tkaniny, nici, zieleń, wycinki z gazet

Komentarze

Ulubione posty

Popularne posty