Relacja z podróży do Kenii. Mombasa i Safari Masai Mara.


słoń, safari, Afryka


Dzień dobry Kochani!

Dzisiaj na blogu będzie wyjątkowo i bardzo podróżniczo! Na pewno każdy z Was ma takie miejsce, które chciałby odwiedzić, poznać, zobaczyć, jak toczy się codzienne życie tamtejszych ludzi... Ja mam kilka takich miejsc, do których zawsze chciałam pojechać, które mnie intrygują i kuszą same w sobie... Do tej mojej listy muszę jednak dopisać jeszcze jedno miejsce na ziemi, które z jednej strony trochę mnie przeraża swoją dzikością i ogromem, a z drugiej wydaje się czymś niezwykłym i pożądanym w dzisiejszym, tak bardzo przepełnionym technologią i cywilizacją świecie.


Dzisiaj zapraszam Was na gościnny wpis mojej przyjaciółki, Melanie, która w zeszłym roku odwiedziła Kenię. Każdego dnia dostawałam od niej wiadomości pełne opisów, zdjęć i filmów, dzięki czemu naprawdę mogłam poczuć się tak, jakbym była na miejscu. Bardzo jestem jej wdzięczna, że nie zachowała tych wszystkich wrażeń tylko dla siebie, ale dzieliła się ze mną tym niezwykłym światem, pełnym słońca, egzotycznej roślinności, dzikich zwierząt.  Jestem pewna, że i Wy, tak jak ja, poczujecie te wszystkie smaki i zapachy Czarnego Kontynentu.


Przyjazd do Kenii, pierwsze wrażenia



"Jesteśmy na gorącej Afrykańskiej Ziemi. Podróż minęła dobrze, a z lotniska do hotelu doskonale. Trochę jak na wesołym miasteczku, bo tu nie ma zbytnio dróg. Dla mnie to było super, jechaliśmy podskakując tak, że prawie spadaliśmy z miejsc. Wszyscy jeżdżą jak chcą, a ruch lewostronny sprawia, że w ogóle nie wiesz co się dzieje i masz wrażenie, że każdy jedzie na każdego. W dodatku te ich samochody i busiki! Jest tu mnóstwo takich hipisowskich, wymalowanych busików, masa ludzi na drogach, stołujących się przy ulicy jak gdyby nigdy nic! Afrykańczycy z koszami pełnymi owoców na głowie i ich dzieci biegające boso tuż za nimi. Choć mają niewiele, wszyscy są mili i uśmiechnięci. Wykrzykują Jambo! na powitanie i asante sana gdy za coś dziękują. Mieliśmy okazję poznać tutejszych, naszych kierowców, i porozmawiać z nimi o Mombasie, o kuchni, o zwyczajach i ich odczuciach. Drugą godzinę spędziłam jak pies, w otwartym oknie pędzącego samochodu, próbując nie ominąć żadnego zapachu. A jest ich tu całe mnóstwo! Kenia pachnie niesamowicie. To nie tylko zapach ziemi, piachu i jakby przypalonych drzew, ale także zapach ludzi, ich historii, potraw, które jedzą i gliny, z których ulepione są ich domy. 


Mombasa jest podzielona na trzy części, a żeby dostać się z jednej na drugą trzeba przepłynąć promem fragmencik Oceanu Indyjskiego. Nie ma tu jeszcze mostów, bieda jest widoczna na każdym kroku.

Jeśli chodzi o hotel... jest piękny. Czuję się jak w raju. Właśnie dla takich chwil warto żyć i pracować. Mombasyjczycy cudownie traktują swoich gości, faktycznie to all inclusive jest bardzo fajne! Gdy przyjechaliśmy, po 23, powitano nas kolorowym, słodkim drinkiem, a restauracja po prostu przygotowała dla nas dania, które były na kolacji. Wszystko było znakomite... Ale jedzenie to osobny temat. 


Plaża, palmy, ocean


Plaża jest tak malownicza, że nie sposób opisać ją kilkoma zdaniami. Hotel nazywa się Amani Tiwi Resort Beach i na jego stronie można obejrzeć namiastkę tego co tutaj się znajduje.

Gdy wyjeżdżaliśmy z Warszawy bardzo padał śnieg. Tu natomiast jest tak ciepło! Zapomniałam już jakie to piękne uczucie chodzić tylko w przewiewnej sukience.
Jak cudownie lepkie jest ciało gdy jest tak gorąco! Jak to jest chodzić boso po piasku. Piszę te wiadomość z tarasu. Własnego, prywatnego, pod niebem pełnym gwiazd... 



Hakuna matata i pyszne jedzenie...


Jambo!
Tu wszyscy cały czas mówią hakuna matata czyli nie ma problemów i zmartwień. I nie ma. Dziś na śniadaniu pani zapytała, czy dobrze spałam, a potem dodała, że na wakacjach ma być dobry sen, dobre jedzenie i hakuna matata! Poczułam, że jestem u siebie. ;)

Jeśli chodzi o jedzenie, to gdy wcześniej pisałam, że jestem w raju - myliłam się. Dopiero po obiedzie i kolacji poczułam się jak w niebie. Wszystko było pyszne i gdybym nie czuła wstydu, fotografowałabym jedzenie wraz z nazwami. Te nazwy są tak niesamowite, że nawet nie widząc potrawy masz ochotę jej spróbować. Wszystko jest kolorowe i wyraziste. Jeśli nie słodkie, to na pewno ostre, jeśli nie ostre, słone. Dużo jest rzeczy z przydomkiem masala. Bakłażany masala, szpinak masala, kurczak masala. Czułam się jak Magda Gessler, gdy nabierałam na talerz po jednej małej łyżce wszystkiego, zastanawiając się, jakie będą moje doznania. Nie zawiodłam się. Każde wyjątkowe i tak inne od europejskiej kuchni! Makaron ryżowy z warzywami, mlekiem kokosowym, orzechami i mięsem z chili smakował nie jak tajski... Można by powiedzieć, że owoce morza w sosie z pomidorów, na szaszłyku w połączeniu z białym, schłodzonym winem przebiły wszystko... można by. Ale desery też podbiły nasze serca i właściwie nie dotarłam z nimi do stolika. Jadłam je na stojąco. Przy zadowolonym i wyluzowanym kucharzu, który powtarzał pole pole (powoli powoli). Pachnące ciasto ananasowe i świeże mango sprawiły mi wiele radości i osłodziły pikantne smaki... 

Cała restauracja jest oszklona. Okna otwarte na szerokość, a tuż za nimi ocean, palmy i piasek, po którym właśnie przechadzał się pan z wielbłądami. W takim towarzystwie mogłabym obiadować całe życie... Przy oknach małe, sprytne małpki czyhające na resztki. Są urocze, ale podobno nie należy się nabrać na ich słodkie miny... ;)





Safari Masai Mara



góra, chmury
Zanurzona w chmurach góra Kilimandżaro z perspektywy lotniczej.




Lecąc tutaj nie wiedziałam tak wiele. Nie wiedziałam, jak to jest zobaczyć górę, która jest wysoka, na tyle, że przekracza chmury. Górę, która zachwyca swoim pięknem i prostotą budowy i która wygląda równie majestatycznie z daleka, co z bliska. 


safari, lwy


safari, zebry, antylopy


struś, kenia



Lecąc tutaj nie wiedziałam co znaczy sawanna. Nie rozumiałam jak rozległe są te tereny. Nie wiedziałam, że z odległości kilometrów, tam gdzie teren styka się z błękitem nieba, można zobaczyć spacerujące słonie, a ich kształty, choć bardzo odległe były tak wyraźnie, jakby ktoś je narysował palcem. Nie wiedziałam, dlaczego niektóre zebry są brązowe a inne nie, co właściwie znaczy pumba i jak reaguję gdy czuję się w niebezpieczeństwie. Nie wiedziałam, dlaczego Wielka Piątka Afryki tak się nazywa, ani kiedy słonie stają się agresywne. 


żyrafa, safari



safari, słoń



Nie wiedziałam też, jak wspaniali są Masajowie, jakimi językami władają i jaką wiedzę posiadają. Nie wiedziałam jak to jest jeść obiad w towarzystwie setek hipopotamów, zebr, żyraf i guźców. Ani jak wspaniałym przeżyciem jest piknik na sawannie w otoczeniu dzikich zwierząt. 



piknik, safari


hipopotamy



Nie wiedziałam, jak wiele jest rodzajów antylop, i które dzikie koty się chowają, a które nie zwracają uwagi na głodnych wrażeń turystów. Nawet nie sądziłam, że małe hieny są urocze i słodkie, a lwiątka tak rozkosznie wyglądają gdy się bawią i figlują. Nie czułam tyle zapachów roślinności, ani nie słyszałam jakie odgłosy wydaje małe słoniątko gdy je, i jak głośno hipopotamy się zanurzają. 



jeep, safari



dzikie zwierzęta, safari



antylopy


jeep, lornetka, safari





Nie widziałam tylu kolorowych ptaków i sępów czyhających na łatwą zdobycz. A gdyby ktoś powiedział, że pędzącym jeepem, który jest w stanie połamać każdą przeszkodę i wydostać się z każdej niemalże dziury, będę goniła biegnącego strusia - nie uwierzyłabym. Nie wiedziałam, co znaczy luksus i jak na niego reagować. Nie wyobrażałam sobie w najskrytszych snach, że będę zasypiała przy dźwiękach, które wydają polujące, pojące się i taplające w wodzie rzeki zwierzęta. 


lwy, safari








żyrafa, safari



namiot, safari


Teraz choć teoretycznie biedniejsza, czuje się bogatsza. Wiem, że twórcy Króla Lwa musieli tu być. Wydaje mi się, że nikt kto tutaj nie przybył i nie zobaczył tego na własne oczy, nie wyczarowałaby takiego magicznego świata, bo to co tutaj się znajduje to właśnie bajka - jak ta Disneya."







Komentarze

Ulubione posty

Popularne posty