Idealna szafa




Parę lat temu na którymś z blogów lifestylowych przeczytałam o koncepcji Capsule Wardrobe. Sama nazwa początkowo nie mówiła mi zbyt wiele, ale zainteresowanie jakie wokół niej rosło, zmusiło mnie w końcu do zgłębienia tematu.

Sama koncepcja jest obecnie tak popularna, że chyba nie muszę tłumaczyć, czym jest Capsule Wardrobe. Chodzi o zaprowadzenie porządku i w szafie i, co za tym idzie, usprawnić codzienne życie. Jest jeszcze jedna korzyść, którą ta koncepcja może przynieść. Chodzi o nauczenie się dokonywania dobrych i przemyślanych wyborów zakupowych.

Poradniki sugerują, że na początku konieczna jest selekcja. Wybieramy bazę ubrań, które możemy zestawiać w różnych konfiguracjach i tworzyć w taki sposób spójne i dobrze wyglądające stylizacje. Ograniczamy ilość ubrań do np. 15, co pozwoli nam w łatwy sposób zapanować nad bałaganem, zwiększyć ilość miejsca w szafie, zredukować ilość możliwości do wyboru, a co za tym idzie, pozwolić na sprawne ubranie się w sytuacjach, gdy czasu na zastanawianie się jest zbyt mało.
Z jednej strony brzmi to całkiem dobrze, bo zyskujemy więcej czasu, więcej miejsca, spokój i porządek.


Czy jednak jest to sposób dla każdego? 


Ja sama co kilka miesięcy robię remanent w szafie. Oddaję to, w czym nie chodzę lub w czym chodzę bardzo rzadko. Mam w szafie rzeczy, które są zbyt eleganckie by chodzić w nich na zakupy czy na spacer, a okazje by w nich wyjść zdarzają się rzadko. Mam też sporo ubrań, które kupiłam i założyłam tylko raz lub wcale. Po każdorazowym wyniesieniu przynajmniej jednej reklamówki ciuchów, wciąż mam wrażenie, że moja szafa nie jest idealna. Fakt, że pozbędę się połowy ubrań, które noszę moim zdaniem też nie załatwi sprawy. Nie chciałabym mieć dwóch swetrów na zmianę, lubię kolory i wzory. Nie jestem w stanie pójść na aż taki kompromis w kwestii ubrań. ;)  Idea Capsule Wardrobe byłaby więc dla mnie zbyt ograniczająca i szybko wróciłabym do dawnych przyzwyczajeń.


Jest jednak coś, co udało mi się z niej wyciągnąć dla siebie. 


Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się, czy moje wybory zakupowe są przemyślane. Czy to, że kupuję jakąś rzecz wynika z tego, że naprawdę jej potrzebuję, dobrze się w niej czuję i jest ona dopełnieniem mnie i mojego charakteru? Owszem, są sytuacje, w których pewne zakupy są nieuniknione. Jedne rzeczy się niszczą lub stają się niemodne i trzeba kupić nowe. Ile razy jednak  zdarza się, że wchodzę do sklepu i szukam czegoś (bliżej nieokreślonego), co mi się spodoba. Jako że najczęściej podoba mi się niewiele, kupuję coś, co zaspokoi moją nagłą potrzebę posiadania czegoś nowego, ale w sumie mogłabym się bez tego obyć, bo szału nie ma.
I taka oto rzecz ląduje w mojej szafie i... najczęściej już nigdy stamtąd nie wyjdzie. Albo wyjdzie raz, by utwierdzić mnie w przekonaniu, żeby lepiej już z niej nie wychodziła.

Byłoby zupełnie inaczej, gdybym, po prostu w tamtym momencie odwiesiła taką rzecz z powrotem na wieszak i wyszła ze sklepu. Myśl o niej z pewnością nie zburzyłaby porządku mojego dnia, bo po prostu bym o niej zapomniała.

Drugim przykładem nieprzemyślanych zakupów jest sytuacja, gdy kupowałam coś, co zauroczyło mnie od pierwszego wejrzenia. W zakupowym amoku sprawdziłam tylko rozmiar, pozostałe "wady" uznając za niebyłe. W ten sposób nabyłam buty, które się jednak nie rozeszły, są twarde i tylko masakrowały mi stopy. Nabyłam też sweter, w którym prawie nie chodzę, bo nie pasuje mi kolorystycznie do żadnej bluzki. Jest też przykusa, niewygodna sukienka, spodnie z wyprzedaży i jeszcze kilka innych rzeczy, które kupiłam bo były tanie i grzech było nie kupić.  


Nie zastanawiałam się wtedy, po co mi to? Do czego będzie pasowało? Czy ja w ogóle tego potrzebuję? 


Od kiedy zmieniłam podejście i zrozumiałam, że nie potrzebuję wszystkiego, co mi się podoba, moja szafa zaczęła być dla mnie bardziej przyjazna, a rzeczy w niej nie są pogniecione, bo jest ich po prostu mniej. Nie kupuję butów, w których ledwo stoję w sklepie, bo wiem, że gdy wyjdę na chodnik, będzie jeszcze gorzej. Zastanawiam się, czy są w moim życiu okazje, na które w ogóle je założę. Moja szafa jest niewielka i nie mam miejsca by kolekcjonować wszystko, nawet jeśli kocham modę, buty i torebki!




Myślę, że kluczem nie jest ograniczanie się i narzucanie sobie ustalonych z góry liczb, ale chwila refleksji przed dokonaniem zakupów. Umiejętność obiektywnej oceny, czy ta bluzka/sukienka/buty rzeczywiście do mnie pasują, czy pasują do mojej sylwetki, do moich pozostałych ubrań, czy będę się w nich czuła dobrze i wygodnie? Ile będzie okazji, by włożyć na siebie ten kolorowy kombinezon i czy warto go kupować, jeżeli nie przewiduję, że będzie ich więcej niż jedna.
Jeżeli uda Ci się ograniczyć w ten sposób ilość ubrań, które do tej pory kupowałaś bez zastanowienia, zauważysz kilka korzyści, które pomogą Ci w lepszy sposób zorganizować Twoje życie.
Nikt nie wmówi mi, że jeśli będę miała dwie bluzki na krzyż, jedną torebkę i parę butów na każdy sezon, będę się czuła lepiej. Nie, jestem kobietą i chcę mieć fajne i modne ubrania!
Tylko z głową! ;)

A jakie są Wasze doświadczenia z tworzeniem idealnej garderoby?

A.

Komentarze

Popularne posty